Polacy świadczyli mi o Bożej Miłości
Polacy świadczyli mi o Bożej Miłości
Kraków – pierwszego dnia
Dochodzi godzina 12.00. Rozlega się dźwięk dzwonu. Wielka rzesza – z tysiąc, głównie młodych, ludzi milknie. Ole Nielsen dopiero co wszedł do kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej przy ul. Stolarskiej w Krakowie. Wczoraj przyleciał z Århus, by samotnie spędzić kilka dni w kraju, o którym ostatnio dużo się mówi. Jest rok 2004 i Polska już pierwszego maja ma wkroczyć do Unii Europejskiej. Przed chwilą zobaczył tłum udający się do kościoła i podążył za nim. Jest przekonany, że szykuje się jakaś debata polityczna odnośnie unijnego członkostwa. Ciekawi go, jak Polacy dysputują. Zauważa dominikanów w białych habitach, rozproszonych po całym kościele. Po chwili zdaje sobie sprawę, że odbywa się Msza św. Nie rozumie po polsku, ale wsłuchuje się w głos księdza i jednocześnie słyszy przejmującą ciszę. Jest pełen wielkiego zdumienia wobec tych wszystkich osób – skupionych i milczących.
zamiast baru – kościół
Ole został wychowany w protestanckiej rodzinie, ale jak większość Duńczyków, uważał się za ateistę. Konwertował na katolicyzm 14 lat temu – trochę za sprawą żony, która jest katoliczką, a trochę z tęsknoty za „własnym” kościołem – nie tylko z okazji chrztu albo pogrzebu. Jego zgłębianie wiary katolickiej skończyło się na wymaganym cyklu katechez. Zwykle, kiedy był sam na krótkich wakacjach, przesiadywał całymi dniami w knajpach, odreagowując stresy butelką whisky. Tak miało być i tym razem.
Wcale nie planował być na Mszy, jednak został w kościele. Przygląda się teraz otaczającym go ludziom i czuje, że ogarnia go jakiś wewnętrzny pokój. Zamiast do knajpy, udaje się do najbliższej kaplicy. Chce usiąść i pomyśleć. Jest to kaplica Matki Bożej Różańcowej. Siada i wpatruje się w ołtarz. Sam dla siebie staje się zagadką. Jeszcze tego samego dnia kupuje różaniec i po raz pierwszy powtarza Zdrowaś Maryjo, które zapamiętał z katechez. Dotąd Matka Boża była dla niego kimś bardzo odległym i w zasadzie nieistotnym.

rodząca się potrzeba modlitwy
Następnego dnia Ole celowo uczestniczy w Mszach św. w trzech różnych kościołach, chcąc przywołać wczorajsze przeżycie. Jednak tego głębokiego pokoju i jakiegoś wewnętrznego poruszenia nie udaje mu się zrekonstruować. Pisze SMS-y do żony o tym, że przesiaduje w kościołach i kupił różaniec, ale ona nawet nie odpisuje, myśląc, że jest pijany. W kościele św. Franciszka stawia sobie pytanie, czy ma nadal brnąć w życiową miałkość, materializm, cynizm, zabawę w turystę i picie. „Może naprawdę Bóg mnie chce” – zapisuje w swoim notesie – „Tylko muszę skończyć z egoizmem i z gonitwą za przyjemnościami”. W innym krakowskim kościele prosi Boga o światło i prowadzenie. Mocno postanawia się odtąd modlić. Po powrocie do domu, zaczyna rozczytywać się w literaturze duchowej. Po roku wstępuje do świeckiego Karmelu.
Matka Boża mnie uzdrowiła
Czuje się jednak jak oszust. Kiedy zasiada do modlitwy, w głowie mu się mąci od alkoholu. Uświadamia sobie, że życie wbrew pozorom mu ciąży. Firma pochłania jego energię – a co najgorsze – nie umie przestać pić. Następnego dnia, jadąc do pracy, zatrzymuje samochód i głośno prosi: „Matko Boża, pomóż mi. Widzisz, że sam nie daję rady”. Od tamtej chwili więcej już nie wypił. Nie wyobraża sobie rozpoczęcia dnia bez brewiarza i różańca. Z czasem zaczął pracy nadawać tylko tyle wartości, ile trzeba. Sam się dziwi, że pracuje lepiej i bez zmęczenia.
Dziś Ole wspomina, że został „porwany” w kierunku Boga przez tamtych młodych ludzi. Poprzez swoją modlitewną obecność wskazali Mu Oni na Bożą Miłość i zaprowadzili do Maryi.
Zebrała i z duńskiego tłumaczyła
Joanna Jonderko-Bęczkowska









comment closed